Szpica. Od Wału zachodniego od Zagłębia Ruhry. Amerykański czołgista i niezwykły pojedynek pancerny w sercu III Rzeszy

Szpica. Od Wału zachodniego od Zagłębia Ruhry. Amerykański czołgista i niezwykły pojedynek pancerny w sercu III Rzeszy – recenzja

Dane szczegółowe: 

Autor: Adam Makos

Wydawca: Rebis

Rok wydania: 2021

Okładka: twarda

Liczba stron: 440

Gdy rozpoczynałem lekturę „Szpicy” Adama Makosa, sądziłem, że będzie to kolejna opowieść o dzielnych „amerykańskich chłopcach”, którzy wyzwoli Europę Zachodnią od reżimu hitlerowskiego. Jednakże, z każdą przeczytaną stroną książki, coraz bardziej nabierałem przekonania, że mam do czynienia z niezwykle ciekawą historią, która została zaprezentowana z godną podziwu dokładnością oraz wrażliwością.

„Szpica” jest opowieścią o losach amerykańskiego i niemieckiego czołgisty, których losy, na krótką chwilę, połączyły się podczas walk w Kolonii w marcu 1945 r. Wydarzenia, które rozegrały się w tym dużym niemieckim mieście, były dla obu bohaterów książki dramatycznymi wspomnieniami, które zostały przez wspólnie „uporządkowane” dopiero kilkadziesiąt lat po wojnie. Piszę tutaj „wspólnie”, ponieważ obaj panowie, mieli możliwość ponownego spotkania się w Kolonii, już nie jako wrogowie, ale jako dwaj wiekowi weterani, których połączyła niezwykła nić przyjaźni. Opisania ich niezwykłych losów, podjął się Adam Makos, amerykański historyk i dziennikarz, autor znanej polskim czytelnikom publikacji „Rycerze wojennego nieba”.

Clerence Smoyer, był czołgistą amerykańskiej 3. Dywizji Pancernej „Spearhead”. Brał udział w walkach w Europie Zachodniej, najpierw jako celowniczy czołgu M4 Sherman, a następnie M26 Pershing. Natomiast Gustav Schaefer był niemieckim radiotelegrafistą i przednim strzelcem Pantery, a następnie PzKpfw IV, służąc w 106. Brygadzie Pancernej „Feldherrnhalle”.  Obydwaj panowie, snując po latach swoje wspomnienia, doskonale potrafili oddać atmosferę walk, którą prowadziły wojska pancerne. Czytają ich relację, czytelnik czuję się tak, jakby sam przebywał w klaustrofobicznym, ciasnym i pełnym amunicji czołgu, który w każdej chwili mógł stać się żelazną trumną dla całej załogi. Sekundy na podjęcie decyzji decydującej o życiu lub śmierci, liczenie na łut szczęścia, że uda się wystrzelić celny pocisk szybciej niż przeciwnik, czy wreszcie stała obserwacja przestrzeni wokół czołgu, aby uniknąć niespodziewanego ciosu, to chleb powszedni głównych bohaterów książki.

Moim zdaniem, książka doskonale pokazuje atmosferę ostatnich miesięcy wojny na małym odcinku frontu zachodniego. Koniec wojennej zawieruchy, dla obu stron wydaje się coraz bliższy. Jednakże, wraz z każdą kolejną potyczką i coraz częstszymi stratami wśród najbliższych przyjaciół, marzenia o definitywnym zakończeniu działań zbrojnych, wydają się coraz bardziej oddalać. „Szpica” to nie tylko opis działań wojennych. Autor publikacji, często zabiera swojego czytelnika na zaplecze frontu, gdzie podczas nielicznych chwil odpoczynku od walk, może lepiej zaprezentować portret psychologiczny swoich bohaterów. Trzeba przyznać, że udaje mi się to znakomicie. Czytelnik potrafi zżyć się z występującymi w publikacji postaciami i nie raz jest przykro zaskoczony, że tak dobrze zapowiadający się młody człowiek, w bezsensowny sposób traci życie od zabłąkanej kuli, pozostawiając bezpowrotnie swoją rodzinę, plany i marzenia na przyszłość.

Wspomnienia weteranów walczących na frontach II wojny światowej, mają swój niewątpliwy urok. Pozostaje tylko żałować, że wśród nas, jest coraz mniej osób, które mogą podzielić się swoimi wyjątkowymi opowieściami z lat 1939-1945. Wraz z odejściem tych ludzi na wieczną wartę, znika również jakaś cząstka „wielkiej historii”, która już na zawsze pozostanie owiana mgłą tajemnicy. Tym bardziej trzeba docenić trud pracy, którą włożył w napisanie „Szpicy” Adam Makos, zabierając czytelnika nie tylko do środka czołgu w ferworze toczonych walk, ale przede wszystkim do wnętrza dusz niezwykłych osób, którymi były załogi wojsk pancernych.

____________________________________
Książkę do recenzji otrzymałem dzięki życzliwości pana Bogusława Tobiszowskiego, z Dom Wydawniczy REBIS, za co składam serdeczne podziękowania.

Komentowanie wyłączone.

Facebook