Dziennik ankarski 1939-1945

Dziennik ankarski 1939-1945 – recenzja

Dane szczegółowe: 

Autor: Michał Sokolnicki (wybór i opracowanie: Justyna Avcı, Agnieszka Dębska)

Wydawca: Ośrodek Karta

Rok wydania: 2023

Okładka: twarda

Liczba stron: 288

„Kultura Polski jest niewzruszona, niespożyta, nic jej zniszczyć nie zdoła, ma tak głębokie i tak rozległe pod ziemią rozrośnięte korzenie, że na każdym miejscu od nowa, z jednego zawiązka, z powrotem odrasta i krzewi się. W tę ziemię, na te mocarne korzenie, sypie się nieustanny posiew krwi i z krwi pomordowanych nowe bojowe pokolenia stają” [19.03.1943] (s.181)

 

Piłsudczyk. Dyplomata. Historyk. Michał Sokolinicki (1880-1967) był wieloletnim ambasadorem II Rzeczpospolitej w Republice Tureckiej, który pełnił służbę swoją dyplomatyczną między innymi w trudnych latach II wojny światowej. Świadectwem jego służby w tamtym trudnym czasie był dziennik, który regularnie prowadził w latach 1939-1945.

Rękopis dziennika Sokolinckiego liczy około 1750 stron w 11 zeszytach. Po raz pierwszy został on wydany na Zachodzie, w dwóch tomach w latach 1965 i 1974. Rękopis dziennika jest przechowywany w Archiwum Instytutu Hoovera w USA. Autor przez swoje życie nie prowadził regularnie dziennika. Chwytał za pióro dopiero wtedy, gdy był uczestnikiem wydarzeń, które uznawał za przełomowe w swoim życiu. Przed „Dziennikiem Ankarskim” prowadził zapiski dotyczące wydarzeń związanych z odzyskaniem przez Polskę niepodległości („Emisariusz Niepodległej. Wspomnienia z lat 1896-1919”). Napaść Niemiec na Polskę we wrześniu 1939 r. przyczyniła się do rozpoczęcia regularnych zapisków, które uważał, że będą stanowić materiał badawczy dla przyszłych pokoleń, zajmujących się historią II wojny światowej.

„Pierwszy wniosek, jaki wyraziłem po rozmowie z Matuszewskim: a więc daleko od tego, co myśleliśmy o sobie jako narodzie wojowniczym, od tego co inni myśleli, że byliśmy zarażeni duchem zaczepnym – przeciwnie, okazuje się, że byliśmy potulnym narodem zacofanych pacyfistów, żyjącym w świecie iluzorycznym pokojowych przewidzeń. Byliśmy społeczeństwem najbardziej pacyfistycznym w świecie. Zapłaciliśmy pełną za to cenę” [8.11.1939] (s.28-29)

Prezentowany tom został przygotowany przez Ośrodek Karta i stanowi wybór, w którym „uwzględniono przede wszystkim opisy wydarzeń i komentarze ważne z punktu widzenia historii Polski, a także polityki międzynarodowej”. Po lekturze całości mogę napisać, że czuję pewien niedosyt. Szkoda, że nie było możliwe wydania całości jego dzienników. Narracja Sokolinickiego jest ciekawa, a jego zapiski starannie prowadzone. W wirze spraw politycznych, które stanowią główną treść niniejszej edycji, brakuje mi szerszego przedstawienia życia codziennego polskiej placówki dyplomatycznej w Ankarze. Pewne fragmenty dziennika wskazują, że takie zagadnienia pojawiały się także w pisemnych refleksjach Sokolinickiego.

Powyższa uwaga, nie przekreśla mojej pozytywnej oceny książki. Dzienniki polskiego ambasadora doskonale pokazują szereg dyplomatycznych zagrywek, które miały miejsce na tureckiej ziemi w okresie II wojny światowej. Republika Turcji zajmowała „płynne” stanowisko wobec państw Osi oraz Aliantów. Sokolnicki mając bardzo dobry kontakt z wieloma wysoko postawionymi politykami tureckimi, niekiedy bezpośrednio poznaje kuluary prowadzonej przez Ankarę polityki. Relacje polskiego ambasadora ze swoimi odpowiednikami z innych państw także zasługują na uwagę. Szczególnie są tutaj interesujące spotkania i rozmowy z sowieckim ambasadorem, po układzie Sikorski-Majski z 1941 r.

Powiedzieliśmy sobie dzisiaj ze smutkiem z Inką, że jesteśmy sami, nie mamy sprzymierzonych ani przyjaciół. Zdrada dokonywana na Polsce jest tym cięższa, że wygląda na to, jakby była naturalna, konieczna, zrozumiała sama przez się, przez wszystkich oczekiwana. (…) Turcy tylko nas rozumieją. Rozluźniamy odtąd wszystkie stosunki dyplomatyczne. [3.04.1944], (s.229)

Uważna lektura jego dzienników pokazuje także jak drobne z pozoru gesty, mogą być niekiedy odbierane przez inne państwa jako deklaracja poważnych działań politycznych. Jedną z takim kwestii było np. odprawienie Mszy Świętej za duszę żony pierwszego polskiego ambasadora w Turcji, która została zamordowana przez Niemców w Warszawie. Sokolnicki zaprosił na tą nieformalną uroczystość innych dyplomatów, którzy jednak ze względu na zerwanie stosunków polsko-sowieckich w 1943, nie zamierzali uczestniczyć w tym wydarzeniu.

W narracji Sokolnickiego jakże często są obecne gorzkie refleksje nad naszym „polskim piekiełkiem”. Czas rozliczeń na klęskę we wrześniu 1939 r. dotknął także autora dziennika. Kilkakrotnie miał zostać odwołany ze swojego stanowiska, jednakże za każdym razem rząd turecki nie wyrażał zgody na zmiany ambasadorów w trakcie działań wojennych. Interesujące są passusy z jego dzienników dotyczących spotkań z generałem Sikorskim oraz generałem Andersem. Sikorski i Sokolnicki choć byli z dwóch różnych obozów politycznych, nawiązali ze sobą dobry kontakt. Polski dyplomata widział w Sikorskim męża stanu, który odnajdywał się w trudnej roli premiera i Wodza Naczelnego. Spotkanie z generałem Andersem, które miało miejsce w grudniu 1943, przedstawiają refleksje dowódcy II Korpusu Polskiego o pobycie w Rosji oraz kwestiami związanymi z żydowskimi żołnierzami, którzy dokonywali dezercji na terenie Palestyny.

Lektura każdego dziennika to w jakimś sensie spojrzenie w duszę piszącego. Dusza Sokolnickiego była z pewnością oddana służbie Rzeczpospolitej. Jego refleksje z każdym rokiem wojny stawały się coraz bardziej gorzkie. Pełnił swoją służbę do samego końca, aż do momentu przejęcia władzy nad ambasadą przez nowe komunistyczne władze. Czytając jego dzienniki poznajemy brutalność polityki i gry interesów pomiędzy państwami, ukrytych pod płaszczykiem kurtuazji. To truizm, ale w przypadku lektury dzienników Sokolnickiego wybrzmiewa on jeszcze bardziej przekonująco.

Nie mogłem pojąć, że ludzie są zdolni nagle zapomnieć wszystko i chcą biec, niezawołani, do bolszewików… Odczuwałem nagle, że dwadzieścia lat naszej niepodległości spłynęło po nad jak deszczowa woda, bez zostawienia głębszego śladu. Wciąż zawieszeni między Niemcami a Rosją, wpadamy w ostateczności i chcemy koniecznie, od razu, najprędzej, sprzedać się za najniższą cenę [15.07.1941] (s.82)

Książkę do recenzji otrzymałem dzięki życzliwości Ośrodek Karta za co składam serdeczne podziękowania.

Komentowanie wyłączone.