logo

Album Styczniowe

Album Styczniowe - Recenzja

Dane szczegółowe:
Autor: Anna Piwkowska (red. prowadząca)
Wydawca: Państwowy Instytut Wydawniczy
Rok wydania: 2023
Okładka: Twarda z obwolutą
Liczba stron: 136

Książkę do recenzji otrzymałem dzięki życzliwości Państwowego Instytutu Wydawniczego, za co składam serdeczne podziękowania.

Powieść o Powstaniu Styczniowym 1863 roku trwa zatem w Bogdanach zamknięta w muszli akwarel malowanych przez Prababkę. Ale te akwarele to tylko część kolekcji, o której opowiadam. Kolejną stanowi przekazywana w mojej rodzinie z pokolenia na pokolenie opowieść o moim Prapradziadku Józefie Adamie Kłoczkowskim i o jego synu Bolesławie (…) (s.104)

Każda rocznica wielkich wydarzeń, a w szczególności te „okrągłe” są czasem gdy z większą uwagą oraz pietyzmem wspominamy minione dzieje oraz dokonania naszych przodków. „Album Styczniowe” wpisuję się w narrację 160 rocznicy Powstania Styczniowego, stając się przyczynkiem do rozważań nad sensem tej walki zbrojnej oraz obecnej oceny tego wydarzenia.

Niniejszy tekst, o czym chce szczerze napisać na samym początku, będzie miał bardziej formę kilku moich refleksji o Powstaniu Styczniowym, które pojawiły się po lekturze recenzowanego albumu. Zanim jednak do nich przejdziemy, kilka informacji merytorycznych o treści oraz formie książki. „Album Styczniowe” składa się z dwóch esejów – Tomasza Łubieńskiego „Bez barwy i broni” oraz Jana Marii Kłoczowskiego „Muszle na plaży”; 19 wierszy, z których cześć została specjalnie napisana na potrzeby książki; oraz bogatego materiału ilustracyjnego. Edytorsko książka prezentuje się bardzo ładnie. Twarda oprawa z obwolutą, papier kredowy oraz eleganckie ułożenie i sformatowanie tekstu, czynni tą książkę bardzo przyjemną w czytelniczym odbiorze.

Gdy zakończyłem lekturę esejów, zastanowiłem się chwilę nad wierszami oraz dokładnie obejrzałem fotografie, zadałem sobie pytanie czym dla mnie jest Powstanie Styczniowe. Czytam dużo o jego historii, o ludziach, którzy brali w nim udział, bitwach i potyczkach, które miały miejsce. Od czasu do czasu popełniam także jakiś tekst dotyczący walk z lat 1863-1864. Ale tak na chwilę, siedząc w zaciszu swojego domu, gdy byłem już po lekturze „Album Styczniowe” zadałem sobie właśnie to pytanie – czym dla mnie jest Powstanie Styczniowe? Czy jest to wydarzenie, które miało miejsce szesnaście dekad temu, czy jest może czymś co dalej istnieje i ma swój wpływ na otaczającą mnie rzeczywistość?

I zawsze w jakimś styczniu, sierpniu, listopadzie, owodniałe kobiety pochylają głowy nad trupami swych mężczyzn. Ciebie to nie porusza. Niech sobie płaczą. Wszystkiemu winna Ona; śliska od krwi z różą ognia w palcach. Jakiś ty niepodobny do swych ławą poległych dziadów. Ty, z gorączką życia w mięśniach, z iskrą poematu na wargach. Ale zanim przekroczysz żywy próg swego wiersza, oglądasz się za siebie, co powiedzą oni. (s.62)

Bo przecież czytając o tych wydarzeniach, zagłębiając się w myśli duszy powstańców, którzy zostawili po sobie pamiętniki, czy odwiedzając miejsca tradycji i historii z nimi związanymi, czuję, że te postacie są obok mnie. Nie są kimś odległym, ale właśnie bliskim. Stają się żywymi obrazami, które do mnie przemawiają i przekazują tą część swojej historii, która była ich udziałem. Historii, która była pełnym wzniosłych chwil, ale także goryczy porażki, strachu przed śmiercią czy triumfu nad moskalskim sołdatem.

Czytając esej Tomasza Łubieńskiego, w pewnym fragmencie pojawia się akapit o wolności. Wolność, to pojęcie które możemy interpretować ekonomicznie, politycznie czy religijnie. Gdy czytałem jego esej, pojawiła się kolejna myśli. Jakże pięknie być człowiekiem wolnym. Takim, nad którym nie ciąży bat przymusu, ale jednocześnie szanuje wolność innych osób. Przyznaję Państwu, że im więcej czytam o historii Powstania Styczniowego, tym bardziej rozumiem to polskie pragnienie wolności, które ostatecznie (choć po wielu dekadach) zwyciężyło.

Formy pamięci przybierają rożny kształt. Czasami są jak „muszle na plaży”, o których pisze w swoim eseju Jan Maria Kłoczkowski. Jego opowieść dotycząca historii rodziny, w której kultywowano pamięć o przodkach biorących udział w Powstaniu Styczniowym, stała się takim asumptem do myśli o swoich antenatach (z pochodzenia chłopi) i zadaniu pytania, co oni robili w tym czasie. Czy pomogli powstańcom, a może byli przeciwko nim? Niedaleko rodzinnej wsi mojego śp. dziadka stoi pomnik powstańców styczniowych. Dziadek nigdy nie nazywał go pomnikiem powstańców, ale … rycerzy. Szkoda, że nie zdążyłem zapytać dlaczego używał takiego określenia …

Proszę wybaczyć taką formę bardziej refleksyjną niż recenzyjną. Czuję jednak, że tak powinien Państwu przedstawić „Album Styczniowe”. Zachęcam do jego lektury, w zaciszu, w samotności i skupieniu. Tak aby zastanowić się na chwilę, w pędzie swojego życia i obowiązków czym dla Ciebie jest „Styczniowe”.

Im trudniej było powstańcom, tym wrażliwiej, obraźliwiej reagowali na każde oporne zachowanie swoich wobec siebie. Bronisz się, panienko, bo chyba Ojczyzny nie kochasz. Konia nie pożyczysz rodakowi, znaczy Rząd Narodowy ci się nie podoba. My: zbłąkani po lasach, ukryci na strychach, zaczajeni w pułapkach, z których oby Bóg dał wyjść cało. I wy: wasz dom, rodziny, ciepła strawa. My narażamy się za was, umieramy. (s.31)

Inne recenzje