logo

Epopeja krucjat

Epopeja krucjat - Recenzja

Dane szczegółowe:
Autor: René Grousset
Wydawca: Instytut Dziedzictwa Europejskiego Andegavenum
Rok wydania: 2023
Okładka: Miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 353

Książkę do recenzji otrzymałem dzięki życzliwości Instytut Dziedzictwa Europejskiego Andegavenum , za co składam serdeczne podziękowania.

„Baldwin z Boulogne, pierwszy frankijski król wyzwolonej Jerozolimy, z pewnością nie był świętym człowiekiem, tak jak jego brat Gotfryd z Bouillon, jednak z punktu widzenia politycznego był on naprawdę niezbędnym człowiekiem, na miarę tej epopei, czy raczej kimś, kto nad nią górował” (s.99)

Dzieje wypraw krzyżowych to przede wszystkim historia mocnych charakterów. Epopeja krucjat w Ziemi Świętej, która trwała niemal 200 lat obfitowała w niezwykłe postacie, które dzięki swojej ambicji i odwadze, ale także okrucieństwie i przebiegłości odcisnęły niezwykłe piętno na losy królestw, dynastii, ale także zwykłych mieszkańców ziem o które toczone zacięte walki pomiędzy chrześcijanami i muzułmanami.

„Epopeja krucjat” należy do klasyki francuskiej historiografii, a jej kolejne wydania wciąż ukazują się na francuskim rynku wydawniczym. René Grousset, wybitny francuski historyk i orientalista, autor monumentalnej „Historii wypraw krzyżowych i frankijskiego Królestwa Jerozolimy” zabiera czytelnika w niezwykłą podróż śladami krzyżowców, ich wybitnych władców, ale także wiernych, którzy pokładali swoją ufność w zbawienie swojej duszy, modląc się do Jezusa Chrystusa czy Mahometa. „Epopeję krucjat” możemy bez cienia wątpliwości nazwać niezwykle udanym streszczeniem wspomnianej wcześniej „Historii wypraw krzyżowych …”, które ma zarazem bardzo silny wymiar moralizatorski.

„Natomiast Saladyn, wręcz przeciwnie, wywiązał się ze swoich zobowiązań w sposób lojalny, kierując się prawdziwymi ludzkimi względami oraz rycerskością, co wprawiło chrześcijańskich kronikarzy w wielki podziw. Gdy jego oddziały wkraczały do Świętego Miasta, kazał obstawić główne ulice ludźmi zaufanymi, których zadanie było zapobieganie wszelkim aktom przemocy wobec chrześcijan” (s.229)

Co dokładnie mam na myśli? Grousset w swoim dziele, niezwykle wyraźnie stawia granica pomiędzy dobrem oraz złem, gdy opisuje niezwykłe losy bohaterów i bohaterek wypraw krzyżowych. Takie postacie jak Baldwin I z Boulogne, Saladyn czy Ludwik IX Święty są stawiane jako wzór bohaterstwa, szlachetności oraz kierowania się zasadami wyznawanej wiary. Z drugiej strony mamy takie osobowości jak patriarcha Herakliusz, sułtan As-Salih Ajjub czy książę-regent Antiochii Renald z Châtillon, pełnych pychy, niepohamowanej ambicji czy okrucieństwa.  Kreślenie portretów postaci, które walczyły o Ziemię Świętą, zostało ukazane przez francuskiego historyka niezwykle wyraziście. Jego pracę czyta się jak dobry reportaż, od którego nie sposób się oderwać, a postacie są ludźmi z krwi i kośćmi.

Dla René Grousseta, przedsięwzięcie którymi były krucjaty są przede wszystkim dziełem średniowiecznej Francji. Książka ma bardzo silny akcent francuskiego patriotyzmu. Praca została w pewnym wymiarze, napisania „ku pokrzepieniu [francuskich] serc”. Między wierszami, francuski historyk nawiązuje do historii swojego kraju, starając się poprzez paralele z innymi okresami historycznymi, lepiej ukazać wydarzenia z epoki krucjat. W rozpoznaniu tych analogi, pomagają przypisy od polskiego tłumacza prof. dr hab. Piotra Tylusa. Jak słusznie pisał brytyjski historyk Steven Runcieman o krucjatowej twórczości Grousseta: „zgodnie z tradycją francuską łączy wiedzę z dobrym rzemiosłem pisarskim, nie jest jednak wolna od pewnej domieszki patriotyzmu galijskiego”. Do tych słów mogę tylko dodać, że dzieło francuskiego historyka to także solidna wykładnia moralności, z której możemy czerpać niezwykłe korzyści dla swojego własnego rozwoju.

 „Jakimś cudem, dzięki swej sile moralnej Ludwik IX umiał mobilizować tych ludzi chorych na tyfus, którzy słaniali się na nogach. Choć nim samym wstrząsały dreszcze z powodu gorączki i cierpiał na zapalenie jelit, jakoś udawało mu się utrzymać dyscyplinę w tej kolumnie, która wciąż była najeżona pikami i odpierała wszystkie szarże” (s.331)

Inne recenzje